Poznańskie historie 19: jazzowa banda, zielony domek, skoki z wieży, hojny bankier i fitosocjologia, czyli czego w Poznaniu nie mieliśmy #174

O tym, że kiedyś wszyscy tańczyli (a panie w dziecięcych butach). O jazzie, któremu do Poznania bliżej było z Berlina, niż z Warszawy i o pierwszym koncercie do słuchania (lecz nie do tańczenia). O przekonującym polityku, który namówił żydowskiego berlińskiego bankiera do oddania ziemi pod kościół. O tym, dlaczego Sołacz jest na Sołaczu, a nie Górczynie i o pewnym rycerzu, który nie istniał. O dziewiątce i zielonym domku podróżującym po dzielnicy. O wieży dającej uciechę, która nie chciała się zawalić. Oraz o fitosocjologii, definicji lasu i klinach, z których korzystają dziki. [ilustracja: SzI]

// Adam Biernacki // przewodnik PTTK, koło im. Marcelego Mottego w Poznaniu

Screenshot

//tu nas też znajdziesz

Facebook

Tu z nami porozmawiasz. Tu znajdziesz ludzi, którzy nas słuchają.

Spotify

Tu nas posłuchasz. Tu zasubskrybujesz i dostaniesz powiadomienia.

Youtube

Jeśli lubisz JuTuba, to tu też nas posłuchasz i zasubskrybujesz.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

//wesprzyj nas

//ostatnie

//reklama